Jestem bardzo przygnębiona, ale trzeba powrócić do normalności. Zostawiam was z następnym rozdziałem.
Po śniadaniu postanowiliśmy się przejść pozwiedzać Hiszpanie.
4h później
Byliśmy zmęczeni zwiedzaniem i bardzo głodni. Postanowiliśmy iść do "Polskiej Restauracji" i zjeść nasze ukochane pierogi.
Po obiedzie udaliśmy się do hotelu, a następnie na plaże. I tak minął nam cały dzień i kolejne mijały tak samo.
Niestety w końcu czas wakacji i relaksu minął i trzeba było wracać do domu. Chłopacy mają mecz za dwa dni, Aneta wizyte u lekarza za trzy, a do mnie przyjeżdza brat z narzeczoną i miesięcznym synkiem. Obowiązki wzywały nas do Polski, ale czas spędziliśmy wspaniale. To były moje najlepsze wakacje w życiu.
-Tai po nas przyjedzie odebrać nas z lotniska.- oznajmił Maciek
-To dobrze, bo się denerwowałam.- odpowiedziałam.
-Stres urodzie nie służy skarbie.- objął mnie Maciek i cmoknął w czoło.
-Czemu ta walizka nie ma kółek na dole?!- zapytałam po chwili, gdy wyciągałam z taxi moją walizke.
-Bo kotku musisz je wysunąć!- uśmiał się Janoś.
-Aa.. Ło czary..- rzekłam.
-Typowa blondynka...- uśmiechnął się i wziął ode mnie torbe.
-Mój maczo!- powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
-Szybciej!- krzykneli równocześnie Saszka i Aneta.
Doszliśmy do lotniska po 20 min byliśmy po odprawie i lecieliśmy już do Polski. Tai tak jak obiecał odebrał nas z lotniska i zawiózł do domu.
Mnie wysadził pierwszą, bo mieszkałam najbliżej, a Aneta jechała do swoich rodziców.
Pożegnałam się i poleciałam do domu. Musiałam rozpakować się, ogarnąć mieszkanie i iść na zakupy. Jutro przyjeżdza mój brat z dziewczyną i synkiem, więc nie mam dużo czasu. Zastanawia mnie w jakiej sprawie jadą do mnie...
Następnego dnia
Dzisiaj miał przyjechać mój brat. Aneta postanowiła zostać na weekend u rodziców i z nimi oraz Saszką iść w pon do lekarza. Ja miałam natomiast wszystko już przygotowane na przyjazd Kamila, Leny i małego Adasia. Przygotowałam im miejsce do spania w moim pokoju, a ja będe spała u Anety.
Około 12 byli na miejscu.
-Cześć Lena!- krzyknełam i wycałowałam szwagierke.
-Hej śliczna! Miłość dobrze Ci robi!- odpowiedziała po czym dała mi małego na rączki.
-No hej Adaś! Tęskniłeś?- przytuliłam go mocno.
Ogólnie mam dwóch braci. Jeden o rok młodszy (Kamil), drugi (Wiktor) cztery lata starszy. Kamil ma od dwóch lat narzeczoną (spotykają się 5 lat) od ponad miesiąca jest ojcem. Natomiast Wiktor ma żone od 6 lat i 5-letnią córke oraz 2-letniego syna. Jego żona ma na imię Jola.
-Cześć siostra!- wszedł po chwili Kamil i gdy Lena wzieła ode mnie małego przytulił mnie i wycałował.
-No cześć braciszku!- odpowiedziałam na wcześniejsze powitanie.
-Słuchaj ja pójde na góre nakarmić małego, a ty z nią pogadaj.- rzekła Lena i udała się do góry.
-O czym chcesz ze mną porozmawiać?- zapytałam zaniepokojona siadając na kanape obok mojego brata.
-Bo wiesz, że z Leną chcieliśmy przeprowadzić się. No to przeprowadzamy się do Austrii, a dokładnie do Wiednia. Dostałem tam propozycje pracy za bardzo wysoką płace.- rzekł.
-To świetna wiadomość!
-No, ale chcemy by Adaś został ochrzczony tutaj i ślub też chcemy tu wziąźć. Ale najpierw chrzest. A co do chrztu to chcemy żebyś została chrzestną.
-Ja!?
-Tak. Brat Leny zostanie chrzestnym, a ty chrzestną o ile się zgodzisz. Wiem że jesteś już chrzestną Mikołaja, ale bardzo proszę.!
-No ok.. Ale ja wybieram restauracje.
-Zgoda! Dziękuje Ci bardzo!!
-No dobra, a teraz ja podgrzeje obiad, bo zapewne jesteście głodni.
-Bardzo, a Maciej wpadnie?
-Powinien być za 5 min.
-To super!
-Ciesze się, że się polubiliście.
-Ja też!
-Dobra mały zasnął. Powiedziałeś jej?- zapytała Lena.
-Tak zgodziła się! Zaraz przyjdzie Maciek i zjemy razem obiad.
2 min później
-Dzień dobry- rzekł Maciek, który wszedł do mieszkania z siatką zakupów.
-Cześć skarbie. Odłóż zakupy na blat. A ja zabiore się za podgrzanie obiadu.- powiedziałam.
-Cześć stary- rzekł Kamil
-No siema.- odpowiedział- Witam my się chyba jeszcze nie znamy.- zwrócił się do Leny.- Maciej jestem!- powiedział całując ją w dłoń.
-Lena miło mi. Jaki gentelmen!- uśmiechneła się.
Maciej z Kamilem gadali w najlepsze, ja robiłam obiad, a Lena przewineła i uspała dziecko.
45 min później
-Obiad gotowy!- krzyknełam po czym zasiadłam do stołu jak reszta i zabraliśmy się za jedzenie.
Mam nadzieje, że się podoba. Proszę o komentarze.
Pozdrawiam i przesyłam buziaki ;*
piątek, 28 sierpnia 2015
niedziela, 23 sierpnia 2015
#Darcytrzymajsię!
Nie mogę uwierzyć! Cóż mogę tylko Darcy'emu życzyć zdrowia i mam nadzieję, że to tylko pomyłka.
Módlmy się wszyscy!
#DarcyTrzymajSię! #Jesteśmyztobą!
Módlmy się wszyscy!
#DarcyTrzymajSię! #Jesteśmyztobą!
Rozdział 19
Zobaczyłam leżacą na ziemi Anete, była nieprzytomna. Po chwili jednak obudziła się i szybko wstała.
-Aneta co Ci jest?- zapytałam przytulając przyjaciółke.
-Ja.. Jestem w ciąży!- odpowiedziała i pokazała test ciążowy.
-To fantastyczna wiadomość!- przytuliłam ją jeszcze raz.
-Alex ty nic nie rozumiesz! Po pierwsze ja mam studia, a po drugie jak Saszka się dowie to mnie zostawi.
-Nawet tak nie myśl! On Cię kocha, a jeżeli chodzi o studia to możesz wziąść sobie rok przerwy.- powiedziałam i pocałowałam ją w policzek.- Dasz sobie rade, my damy!
-Dziękuje! Mogłabyś poprosić Saszke, żeby tu przyszedł. Chcę mu od razu powiedzieć. Albo zostanie ze mną, albo odejdzie- oznajmiła, a ja poszłam w strone chłopaków.
-I co z nią!?- zapytał zdenerwowany Aleks.
-Wszystko ok, a nawet lepiej. Ona chciałaby z tobą porozmawiać.
-Ok- odpowiedział i poszedł w kierunku toalet.
-Coś się stało?- zapytał Maciej
-Nie jesteśmy w czwórke!- odpowiedziałam
-Żartujesz! Jesteś w ciąży!?- spytał z bananem na ryju.
-Głupku! Nie ja tylko Aneta!- powiedziałam i zrobiłam "Face Palm"
-To świetna wiadomość!- uśmiechnął się.
W toalecie
-Anetko coś się stało?- zapytał
-Aleks... Nie wiem jak Ci to powiedzieć... Ale ja... Ja jestem w ciąży!- oznajmiła i łzy popłyneły jej po policzkach.
-To fantastyczna wiadomość! Dlaczego płaczesz?!- rzekł
-Bo ja myślałam, że jak Ci powiem to mnie zostawisz..- rozpłakała się jeszcze bardziej
-Czemu tak pomyślałaś? Przecież wiesz, że bardzo Cię kocham! Nigdy bym Cię nie zostawił tym bardziej teraz, gdy nosisz w sobie nasze dziecko!- powiedział, pocałował Anete i pogłaskał ją po brzuszku.
-Kocham Cię!- powiedziała, a on ją objął i usiedli do stolika. Patrzyli sobie głeboko w oczy i nawet nie zauważyli, że ja z Maćkiem wyszliśmy.
Chdziliśmy po parku, który był blisko naszego hotelu. Spacerowaliśmy sobie trzymając się za ręce i nic nie mówiąc.
-Kocham Cię!- szepnął mi do ucha Maciek.
-Ja Ciebie też skarbie!- również szepnełam mu do ucha po czym pogłaskałam go w nosek moim nosem i mocno go przytuliłam.
Maciej był taki ciepły, że nie chciałam wracać do hotelu tylko stać całą noc wtulona w niego.
-Zbieramy się do hotelu mała, bo robi się chłodno.- powiedział i objął mnie ramieniem po czym ruszyliśmy w strone hotelu.
Umyliśmy się i ubraliśmy w piżamy, a potem wtuleni w siebie zasneliśmy.
Po śniadaniu postanowiliśmy się przejść pozwiedzać Hiszpanie.
4h później
Byliśmy zmęczeni zwiedzaniem i bardzo głodni. Postanowiliśmy iść do "Polskiej Restauracji" i zjeść nasze ukochane pierogi.
Po obiedzie udaliśmy się do hotelu, a następnie na plaże. I tak minął nam cały dzień i kolejne mijały tak samo.
Niestety w końcu czas wakacji i relaksu minął i trzeba było wracać do domu. Chłopacy mają mecz za dwa dni, Aneta wizyte u lekarza za trzy, a do mnie przyjeżdza brat z narzeczoną i miesięcznym synkiem. Obowiązki wzywały nas do Polski, ale czas spędziliśmy wspaniale. To były moje najlepsze wakacje w życiu.
-Tai po nas przyjedzie odebrać nas z lotniska.- oznajmił Maciek
-To dobrze, bo się denerwowałam.- odpowiedziałam.
-Stres urodzie nie służy skarbie.- objął mnie Maciek i cmoknął w czoło.
-Czemu ta walizka nie ma kółek na dole?!- zapytałam po chwili, gdy wyciągałam z taxi moją walizke.
-Bo kotku musisz je wysunąć!- uśmiał się Janoś.
-Aa.. Ło czary..- rzekłam.
-Typowa blondynka...- uśmiechnął się i wziął ode mnie torbe.
-Mój maczo!- powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
-Szybciej!- krzykneli równocześnie Saszka i Aneta.
Doszliśmy do lotniska po 20 min byliśmy po odprawie i lecieliśmy już do Polski. Tai tak jak obiecał odebrał nas z lotniska i zawiózł do domu.
Mnie wysadził pierwszą, bo mieszkałam najbliżej, a Aneta jechała do swoich rodziców.
Pożegnałam się i poleciałam do domu. Musiałam rozpakować się, ogarnąć mieszkanie i iść na zakupy. Jutro przyjeżdza mój brat z dziewczyną i synkiem, więc nie mam dużo czasu. Zastanawia mnie w jakiej sprawie jadą do mnie...
Kolejny rozdział. Jak wam się podoba? Już jestem w domu, więc już nie mam problemów z dodaniem go. Jako iż dzisiaj jest niedziela to życze wam by wasze drużyny dzisiaj wygrały no i życze wielkich emocji.
Zengi dla (dziewczyny, która nie napisała swojego imienia) "Żużel jest dlanas jak tle- potrzebny do życia.
Saszka dla mojej przyjaciółki Marty z Zielonej Góry, którą pozdrawiam i nie mogę doczekać się spotkania.
Buziaki ;*
-Aneta co Ci jest?- zapytałam przytulając przyjaciółke.
-Ja.. Jestem w ciąży!- odpowiedziała i pokazała test ciążowy.
-To fantastyczna wiadomość!- przytuliłam ją jeszcze raz.
-Alex ty nic nie rozumiesz! Po pierwsze ja mam studia, a po drugie jak Saszka się dowie to mnie zostawi.
-Nawet tak nie myśl! On Cię kocha, a jeżeli chodzi o studia to możesz wziąść sobie rok przerwy.- powiedziałam i pocałowałam ją w policzek.- Dasz sobie rade, my damy!
-Dziękuje! Mogłabyś poprosić Saszke, żeby tu przyszedł. Chcę mu od razu powiedzieć. Albo zostanie ze mną, albo odejdzie- oznajmiła, a ja poszłam w strone chłopaków.
-I co z nią!?- zapytał zdenerwowany Aleks.
-Wszystko ok, a nawet lepiej. Ona chciałaby z tobą porozmawiać.
-Ok- odpowiedział i poszedł w kierunku toalet.
-Coś się stało?- zapytał Maciej
-Nie jesteśmy w czwórke!- odpowiedziałam
-Żartujesz! Jesteś w ciąży!?- spytał z bananem na ryju.
-Głupku! Nie ja tylko Aneta!- powiedziałam i zrobiłam "Face Palm"
-To świetna wiadomość!- uśmiechnął się.
W toalecie
-Anetko coś się stało?- zapytał
-Aleks... Nie wiem jak Ci to powiedzieć... Ale ja... Ja jestem w ciąży!- oznajmiła i łzy popłyneły jej po policzkach.
-To fantastyczna wiadomość! Dlaczego płaczesz?!- rzekł
-Bo ja myślałam, że jak Ci powiem to mnie zostawisz..- rozpłakała się jeszcze bardziej
-Czemu tak pomyślałaś? Przecież wiesz, że bardzo Cię kocham! Nigdy bym Cię nie zostawił tym bardziej teraz, gdy nosisz w sobie nasze dziecko!- powiedział, pocałował Anete i pogłaskał ją po brzuszku.
-Kocham Cię!- powiedziała, a on ją objął i usiedli do stolika. Patrzyli sobie głeboko w oczy i nawet nie zauważyli, że ja z Maćkiem wyszliśmy.
Chdziliśmy po parku, który był blisko naszego hotelu. Spacerowaliśmy sobie trzymając się za ręce i nic nie mówiąc.
-Kocham Cię!- szepnął mi do ucha Maciek.
-Ja Ciebie też skarbie!- również szepnełam mu do ucha po czym pogłaskałam go w nosek moim nosem i mocno go przytuliłam.
Maciej był taki ciepły, że nie chciałam wracać do hotelu tylko stać całą noc wtulona w niego.
-Zbieramy się do hotelu mała, bo robi się chłodno.- powiedział i objął mnie ramieniem po czym ruszyliśmy w strone hotelu.
Umyliśmy się i ubraliśmy w piżamy, a potem wtuleni w siebie zasneliśmy.
Po śniadaniu postanowiliśmy się przejść pozwiedzać Hiszpanie.
4h później
Byliśmy zmęczeni zwiedzaniem i bardzo głodni. Postanowiliśmy iść do "Polskiej Restauracji" i zjeść nasze ukochane pierogi.
Po obiedzie udaliśmy się do hotelu, a następnie na plaże. I tak minął nam cały dzień i kolejne mijały tak samo.
Niestety w końcu czas wakacji i relaksu minął i trzeba było wracać do domu. Chłopacy mają mecz za dwa dni, Aneta wizyte u lekarza za trzy, a do mnie przyjeżdza brat z narzeczoną i miesięcznym synkiem. Obowiązki wzywały nas do Polski, ale czas spędziliśmy wspaniale. To były moje najlepsze wakacje w życiu.
-Tai po nas przyjedzie odebrać nas z lotniska.- oznajmił Maciek
-To dobrze, bo się denerwowałam.- odpowiedziałam.
-Stres urodzie nie służy skarbie.- objął mnie Maciek i cmoknął w czoło.
-Czemu ta walizka nie ma kółek na dole?!- zapytałam po chwili, gdy wyciągałam z taxi moją walizke.
-Bo kotku musisz je wysunąć!- uśmiał się Janoś.
-Aa.. Ło czary..- rzekłam.
-Typowa blondynka...- uśmiechnął się i wziął ode mnie torbe.
-Mój maczo!- powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
-Szybciej!- krzykneli równocześnie Saszka i Aneta.
Doszliśmy do lotniska po 20 min byliśmy po odprawie i lecieliśmy już do Polski. Tai tak jak obiecał odebrał nas z lotniska i zawiózł do domu.
Mnie wysadził pierwszą, bo mieszkałam najbliżej, a Aneta jechała do swoich rodziców.
Pożegnałam się i poleciałam do domu. Musiałam rozpakować się, ogarnąć mieszkanie i iść na zakupy. Jutro przyjeżdza mój brat z dziewczyną i synkiem, więc nie mam dużo czasu. Zastanawia mnie w jakiej sprawie jadą do mnie...
Kolejny rozdział. Jak wam się podoba? Już jestem w domu, więc już nie mam problemów z dodaniem go. Jako iż dzisiaj jest niedziela to życze wam by wasze drużyny dzisiaj wygrały no i życze wielkich emocji.
Zengi dla (dziewczyny, która nie napisała swojego imienia) "Żużel jest dlanas jak tle- potrzebny do życia.
Saszka dla mojej przyjaciółki Marty z Zielonej Góry, którą pozdrawiam i nie mogę doczekać się spotkania.
Buziaki ;*
sobota, 22 sierpnia 2015
Rozdział 18
Zdjęcia chłopaków + Troy dla Sylwii. ;) Miłego czytania kochani.
Kilka tygodni później
Byliśmy z Maćkiem bardzo szczęśliwi, ale wiedziały o nas tylko nasze rodziny i przyjaciele oraz znajomi z środowiska żużlowego. Dzisiaj postanowiliśmy, że pójdziemy na spacer do parku. Chodziliśmy i trzymaliśmy się za ręce. W końcu postanowiliśmy usiąść na ławce.
-Mała nawet nie wiesz jak ja Cię bardzo kocham!- powiedział i mnie pocałował.
-Ty mój wariacie! Też Cię kocham!- odpowiedziałam i pogłaskałam go po policzku i w tym momencie ktoś zrobił nam zdjęcie i szybko uciekł.
-Coś nie tak?- zapytałam patrząc mu głęboko w oczy
-To był fotoreporter jutro cały internet będzie o nas chuczał. Wszyscy się dowiedzą o nas!- odpowiedział
-Nie mam czego ukrywać, że znalazłam mężczyzne mojeg życia- pocałowałam go w policzek.
Po chwili Maciek podniósł mnie, zaczął mną kręcić krzycząc:
-Kocham Cię Alex! Kocham Cię mała jak nikogo innego! Jesteś wyjątkowa- darł się tak, że ludzie się na nas patrzyli i bili brawa.
-Ja też Cię kocham wariacie ty mój!- krzyknełam i pocałowałam go w nos, a on wziął mnie na barana po czym poszliśmy w strone domu. Weszliśmy śmiejąc się i zobaczyliśmy naszych rodziców oraz znajomych z bardzo poważnymi minami. Zeszłam Maćkowi z pleców i podeszłam do rodziców spoglądając na artykuł, który oglądali.
"Maciej Janowski odbija przyjacielowi dziewczyne"
Przyjrzałam się dalej i były dwa zdjęcia jedno, na którym przytulałam się z Taiem i drugie, na którym całuje się z Maćkiem. Nagle nie mogłam się powstrzymać i zaczełam się śmiać. Wszyscy spojrzeli się na mnie jak na głupią.
-Ciebie to śmieszy?- zapytała się moja mama z groźną miną.
-Tak! Jak ktoś mógł pomyśleć, że ja i Tai, że my...- nie mogłam mówić bo wciąż się śmiałam- że my jesteśmy razem.
-Ale teraz wszyscy pomyślą, że Maciek jest złodziejem dziewczyn!- powiedział Tai.
-To da się wytumaczyć, przecież ty jesteś z Faye od 3 lat.
-Tak ale powiedzą, że ją zdradzam.
-Chwile masz to oryginalne zdjęcie?
-Mam a co?
-Daj mi je!
-Ok masz.
-Patrzcie na tym zdjęciu widać Faye, gdybyś rzeczywiście ją "zdradzał" to byś nie przytulał mnie na jej oczach.
-Mądre wstawie na twittera i instagrama.
Tai wstawił zdj. i napisał do niego:
"Panowie reporterzy czy według was, gdybym zdradzał swoją dziewczyne to czy przytulałbym się z moją "kochanką" na jej oczach. To nie mądre. I sory Maciek że musiałeś na tym wyjść najgorzej. Życze tobie szczęścia z Alex. I dla dodatkowego wyjaśnienia Alex to moja przyjaciółka, a dziewczyna Maćka ja to wiem, oni to wiedzą, a co reporterzy myślą mam gdzieś!"
-Załatwione!- powiedział Tai
-Widzicie, a teraz chodźcie na spacer bo jest piękna pogoda.- oznajmiłam.
Poszliśmy ja z Mackiem, Aneta z Taiem (ale nie jako para), moja mama z moim tatą i rodzice Maćka. Maciek po chwili złapał mnie i przerzucił sobie przez ramie.
-Przegiełaś mała!- krzyczał.
-Postaw mnie!- powiedziałam.
-Może ładnie poprosisz!
-Gorzej niż dzieci!- powiedział mój tata.
-Bardzo proszę Cię kochanie puść mnie!- ładnie powiedziałam i pocałowałam go.
-Zgoda!- powiedział- Kocham Cię!- zaczął krzyczekć na cały park.
-Ty wariacie!- po tych słowach postawił mnie na ziemie i czule pocałował.
Po godzinnym spacerze odprowadziliśmy wszystkich i poszliśmy do Maćka obejrzeliśmy film, a potem spędziliśmy romantyczną noc we dwoje.
Kilka tygodni później
-Aneta pomóż mi!- krzyknełam z góry.
-W czym mogę Ci pomóc?- zapytał Maciek wchodząc do mojego pokoju.
-Maciek co ty tu robisz!?- zapytałam i cmoknełam go w usta.
-Przyszedłem Ci pomóc złotko!- powiedział i mocno mnie przytulił.
-Pomóż mi bo nie wiem co mam jeszcze spakować. To znaczy nie wiem jaki strój kąpielowy. Pomóż mi! Proszę!!
-Ok!- powiedział- Weź ten!
-Dobrze!- pocałowałam go w nosek i spakowałam strój.
2h później
Byliśmy na lotnisku i czekaliśmy na odprawe, gdy nagle zobaczyłam Adama z Marceliną i ich synem. Zrobiłam się wściekła. Maciek zauważył to, przytulił mnie i zrobiliśmy sobie selfie. Maciej wstawił je na FB i napisał "Hiszpanio nadchodzą dwa największe wariaty na świecie."
Adam spojrzał na nas śmiejących się po niespodziewanie podszedł.
-Rzygać się chcę jak się na was patrzy!- powiedział z szyderczym uśmieszkiem.
-To nie patrz!- odpowiedział Maciek.
-Co twoja dziewczyna nie umie mówić, że za nią odpowiadasz!- zaśmiał się wrednie.
-Umiem mówić, ale rozumiem się z Maćkiem bez słów, więc wie o czym myśle i co chcę powiedzieć.- powiedziałam.
-Co on "Wróżbita Maciej"?- głupio zapytał.
-Nie, to się nazywa miłość!- tym razem ja uśmiechnełam się szyderczo.
Adam odszedł i skierował się w strone swojego samolotu.
Po chwili wrócili do nas szęśliwi narzeczeni i przynieśli nam kanapki i kawe.
-Co wy tacy uśmiechnięci?- zapytała Aneta.
-Do Hiszpani lecimy w świetnym towarzystwie i mamy być smutni?!- zapytałam sarkastycznie i zajełam się jedzeniem.
Odprawa poszła szybko i mogliśmy wsiadać do samolotu.
-Maciek!- powiedziałam i złapałam go za ręke.
-Co się stało mała?- zapytał i spojrzał mi głeboko w oczy.
-Bo ja nigdy nie leciałam samolotem!- oznajmiłam.
-Nie bój się jestem z Tobą!- odpowiedział i pocałował mnie w nos.
Szczęśliwie dolecieliśmy na miejsce i jechaliśmy właśnie taksówką do hotelu. Hotel był śliczny.
-Napiszę sms'a do mamy- oznajmiłam i szybko napisałam wiadomość.
Weszliśmy do hotelu, a chłopacy skierowali się do recepcji odebrać klucze od pokoi.
Udaliśmy się do pokoi, by się ogarnąć.
Gdy się ogarneliśmy od razu poszliśmy na plaże. Chłopcy i Aneta poszli do wody, a ja chciałam się opalać z naciskiem na chciałam. Już po chwili zjawił się przy mnie Maciej i przerzucił mnie przez swoje ramie, a następnie po sekundzie znalazłam się w wodzie. Chłopacy nas chlapali, a my ich. W pewnym momencie Aneta źle się poczuła i zachciało jej się wymiotować. Pobiegła szybko do najbliższej łazienki. Saszka trzymał jej włosy, a ja chusteczki do wytarcia się. Maciek natomiast pilnował rzeczy na plaży.
Aneta po kilku minutach czuła już się dobrze, ale nie chciała zostawać na plaży, więc poszliśmy po Maćka i udaliśmy się do hotelu by się ubrać.
1h później
Postanowiliśmy się wybrać do restauracji na jakąś kolacje. W pewnym momencie Aneta poszła do łazienki. Gdy po 10 minutach nie wracała postanowiłam iść zobaczyć co się stało. Weszłam i zobaczyłam...
Rozdział o Hiszpanii i "Maćku złodzieju dziewczyn". Jak wam się podoba?
Pisząc ten rozdział dalej jestem w szpitalu i chciałam poprawić wam humor i przy okazji sobie też.
Pozdrawiam i przesyłam całuski.
Rozdział 17
Rozdział pojawiłby się wcześniej, ale jestem niestety w szpitalu :( Mam nadzieje, że do niedzieli stąd wyjde bo wkońcu ostatni mecz rundy zasadniczej. Życze miłego czytania i proszę o komentarze.
Obudziłam się rano i zobaczyłam zakrwawioną kołdre przestraszyłam się i szybko obudziłam Maćka on wstał szybko, a ja podniosłam kołdre i zobaczyłam skąd mogła lecieć krew, ale nie miałam nic przecięte.
-Nie ma żadnej rany!- powiedziałam mu i mocno się do niego przytuliłam.
-Może masz..- nie dokończył bo mu przerwałam.
-Nie mam, a poza tym to nie leci z brzucha.- byłam przestraszona. Maciej wziął kołdre i powiedział:
-To sztuczna krew!
-To nie zmienia faktu, że ktoś tu był w nocy!- krzyknełam
-Spokojnie mała!- próbował mnie uspokoić i pocałował w czoło. Odrazu wyrzuciliśmy tą kołdre i poszliśmy zjeść śniadanie.
4h później
Maciek odebrał mnie z uczelni i postanowiliśmy, że pójdziemy na policje zgłosić włamanie do domu. Gdy prawie dochodziliśmy do komisariatu nagle pojawił się napastnik z pistoletem i usłyszałam tylko strzał. Przygotowałam się na postrzelenie, ale to nie mnie postrzelił napastnik. Miałam ręce we krwi, a Maciek upadł na ziemie
Ludzie się zbiegli i przybiegli policjanci, którzy słyszeli strzały, złapali napastnika i poszli z nim na komisariat. Ja klęczałam nad Maćkiem i płakam, ktoś wezwał karetke, która po chwili była na miejscu.
-Przepraszam, ale nie może pani jechać z nami jedziemy do szpitala na ul. Fabryczną. Proszę wezwać rodzinę.- powiedział lekarz zadzwoniłam do Anety, by zadzwoniła do reszty, a później zadzwoniłam do rodziców Maćka, których poznałam jak się przyjaźniliśmy. Pojechałam do szpitala, tam byli już jego rodzice. Zapytałam czy coś wiedzą, odpowiedzieli że Maciej będzie miał operacje, jeśli się uda to nic nie będzie mu grozić. Siedziałam w szpitalu całą noc, wypiłam 5 kaw, płakałam. To była moja wina. To przeze mnie on tam leży i walczy o życie. Nagle przyszli jego rodzice.
-Słonko idź do domu. Słyszałaś lekarzy operacja się powiodła, a on najszybciej obudzi się dopiero jutro. Idź się wyśpij i z samego rana przyjdziesz.- powiedziała mama Janowskiego.
-Ale mi się nie chcę spać jak wróce to i tak nie zasne. Wole zostać tutaj, naprawde. Jak poczuje zmęczenie to obiecuje, że wróce do domu.- odpowiedziałam
-No dobrze skarbie, ale może chociaż coś zjesz.?- zapytała
-Zaraz moja przyjaciółka przyjedzie z jedzeniem.- odowiedziałam.
-Ciesze się, że mój syn znalazł kogoś z kim jest szczęśliwy!- rzekła, a ja się tylko uśmiechnełam.
30 min później
Spałam na krześle w korytarzu, gdy nagle obudził mnie lekarz.
-Proszę Pani, pani narzeczony się obudził!- oznajmił, a ja szybko wstałam.
-Co z nim? Mogę do niego iść? Bardzo proszę.
-Wszystko z nim dobrze i tak może pani do niego wejść, tylko pacjent jest osłabiony.
Poszłam czym prędzej do Maćka, a on tam leżał i gdy mnie zobaczył to odrazu wymalował mu się na twarzy uśmiech.
-Cześć skarbie, jak się czujesz?- zapytałam i złapałam go za ręke.
-Już lepiej, ale wciąż czuje się słaby.- odpowiedział i pogłaskał mnie po policzku.
-To moja wina! Przepraszam Cię! To ja tu powinnam leżeć.
-Przestań tak mówić! To nie twoja wina! Nawet tak nie myśl!- powiedział stanowczo.
-Przepraszam! Bardzo Cię Kocham!- powiedziałam i zaczełam go namiętnie całować.
-Ja też Cię bardzo kocham!- powiedział pomiędzy pocałunkami. W tym momencie do sali weszli jego rodzice.
-Halo!! Przepraszamy, że przeszkadzamy, ale chcieliśmy się zapytać jak się czujesz, ale widzę, że dobrze!- uśmiechneła się mama mojego chłopaka.
-Nawet bardzo dobrze! Mam przy sobie najważniejsze dla mnie osoby!- powiedział z bananem na ryju.
-Ehem ehem a ja to co?- zapytał Tai wchodząc do sali
-Sory stary!- wszyscy zaczeli się śmiać.
-To może dobry moment by przekazać dobrą informacje!- powiedziała Aneta biorąc Alexa za ręke.
-Alex mi się oświadczył!- krzykneła, a wszyscy zaczeli im gratulować. Kiedy wszyscy poszli to położyłam się koło Maćka i zasnełam z uśmiechem na twarzy.
Wielkanoc
Mineło kilka tygodni od tamtego incydentu. Wszystko z Maćkiem w porządku. Postanowiliśmy spędzić Wilekanoc w dużym, rodzinnym gronie. Ja moi rodzice i bracia i rodziny moich braci, Maciek i jego rodzina i Aneta z Saszką i rodzicami. Było bardzo miło.
Ja razem z Anetą i mamą Maćka przygotowywałyśmy śniadanie, a panowie pojechali po nasze rodziny. Maciek uparł się, że pojedzie po moich rodziców. Zjawiła się jeszcze ciocia Maćka z mężem i dwiema córkami.
Gdy wszyscy przyjechali powitaliśmy się i usiedliśmy przy stole i zabraliśmy się za jedzenie.
-Bardzo dobra sałatka Grażyno!- powiedziała siostra mamy Janowskiego.
-Robiła ją moja przyszła synowa!- zaśmiała się, a potem wszyscy oprócz mnie i Maćka oraz Anety.
-A planujecie dzieci?- zapytała babcia Maćka patrząc na mnie. Prawie się zachłysnełam herbatą, którą piłam.
-Babciu, my nawet ślubu i zaręczyn nie planujemy to co dopiero dzieci.- odpowiedział Maciek.
-Czas najwyższy zacząć to wszystko planować, dzieci same się nie zrobią Alexo.- powiedziała moja mama po czym spojrzała na mnie cwaniacko.
-Mamo! Nigdzie nam się nie spieszy.- odpowiedziałam i spojrzałam na Macieja- a teraz porozmawiajmy o ważniejszych sprawach.
-Rodowód to ważna rzecz!- zaśmiał się mój młodszy brat Kamil.
Nagle usłyszałam dźwięk piekarnika i byłam uratowana.
-O babka się upiekła, pójde ją wyjąć.- oznajmiłam
Poszłam do kuchni, a za mną przyszednaJanoś i zaczął:
-Mała co się stało? Czemu jesteś taka zaniepokojona? Wszyscy pytają mi się co Ci jest, a ja sam nie wiem.
-Rozmawiają o naszej przyszłości, chociaż wiedzą przez co przeszłam. Jak nie mam zmartwienia, że ty rozumiesz że potrzebuję czasu to oni nie. Moi rodzice zawsze tacy byli.- mówiłam wyjmując babke z piekarnika-Zawsze byli natrętni. Cholera!! Ałł..- upuściłam gorącą blache z babką i zwinełam się z bólu.
-Jezu!! Alex!! Nic Ci nie jest?- zapytał z zaniepokojeniem Maciej.
Miałam poparzoną całą dłoń i stope na moje nieszczęście miałam baletki. Maciej szybko zdjął mi buta i wziął mnie na ręce.
-Co się stało?- zapytała moja mama.
-Jedziemy do szpitala! Alex się zdenerwowała, wzieła gorącą blache i ją upuściła. Ma poparzoną dłoń i stope.- powiedział Maciek i zaniósł mnie szybko do samochodu.- krzykcząc jeszcze- Zostańcie to nic poważnego.
Jak powiedział tak było. Lekarz dał mi jakiś żel do smarowania i zawinął stope i dłoń w bandarz. Gdy dojechaliśmy chciałam wyjść, ale mój książe wziął mnie na ręce i wniósł przez próg domu.
-Jak źle jest?- zapytała zaniepokojona moja mama
-Jest ok. Nic jej nie jest- odpowiedział
-To dlaczego ją nosisz?- zapytała mama Maćka.
-Bo księżniczki na to zasługują.- rzekł i pocałował mnie, a następnie postawił na ziemie.
-Jesteście tacy uroczy.- krzykneła mama Maćka- A teraz czas na prezenty.
-To dla Ciebie mała!- powiedział Maciej dając mi całusa w nos i podając małe czerwone pudełeczko. Była tam śliczna bransoletka z inicjałami A.M i znakiem nieskończoności.
-Dziękuje Ci kocham Cię a to dla Ciebie- dałam mu paczuszke.
-Co dostałeś synku?- zapytała pani Grażyna
-To nasza tajemnica!- spojrzał do paczuszki i się uśmiechnął.
-Dobrze, a to kochani od nas wszystkich, dla waszej czwórki.- powiedział tata Maćka podając mi koperte.
Były tam cztery bilety do Hiszpani.
-Dziękujemy!!- powiedzieliśmy równo, a potem daliśmy rodzicą prezent w formie albumu rodzinnego. Wszyscy byliśmy bardzo szczęśliwi. Reszte dnia spędziliśmy na jedzeniu babki i rozmawianiu o wszystkim nasze rodziny bardzo się polubiły i szokoda było się rozstawać.
Jak się podobało?
Buziaki i pozdrawiam.
Życzcie mi powrotu do zdrowia.
Bracia Pawliccy dla Sylwii.
Piszcie w komentarzach kogo zdjęcie chcecie przy następnym rozdziale.
Obudziłam się rano i zobaczyłam zakrwawioną kołdre przestraszyłam się i szybko obudziłam Maćka on wstał szybko, a ja podniosłam kołdre i zobaczyłam skąd mogła lecieć krew, ale nie miałam nic przecięte.
-Nie ma żadnej rany!- powiedziałam mu i mocno się do niego przytuliłam.
-Może masz..- nie dokończył bo mu przerwałam.
-Nie mam, a poza tym to nie leci z brzucha.- byłam przestraszona. Maciej wziął kołdre i powiedział:
-To sztuczna krew!
-To nie zmienia faktu, że ktoś tu był w nocy!- krzyknełam
-Spokojnie mała!- próbował mnie uspokoić i pocałował w czoło. Odrazu wyrzuciliśmy tą kołdre i poszliśmy zjeść śniadanie.
4h później
Maciek odebrał mnie z uczelni i postanowiliśmy, że pójdziemy na policje zgłosić włamanie do domu. Gdy prawie dochodziliśmy do komisariatu nagle pojawił się napastnik z pistoletem i usłyszałam tylko strzał. Przygotowałam się na postrzelenie, ale to nie mnie postrzelił napastnik. Miałam ręce we krwi, a Maciek upadł na ziemie
Ludzie się zbiegli i przybiegli policjanci, którzy słyszeli strzały, złapali napastnika i poszli z nim na komisariat. Ja klęczałam nad Maćkiem i płakam, ktoś wezwał karetke, która po chwili była na miejscu.
-Przepraszam, ale nie może pani jechać z nami jedziemy do szpitala na ul. Fabryczną. Proszę wezwać rodzinę.- powiedział lekarz zadzwoniłam do Anety, by zadzwoniła do reszty, a później zadzwoniłam do rodziców Maćka, których poznałam jak się przyjaźniliśmy. Pojechałam do szpitala, tam byli już jego rodzice. Zapytałam czy coś wiedzą, odpowiedzieli że Maciej będzie miał operacje, jeśli się uda to nic nie będzie mu grozić. Siedziałam w szpitalu całą noc, wypiłam 5 kaw, płakałam. To była moja wina. To przeze mnie on tam leży i walczy o życie. Nagle przyszli jego rodzice.
-Słonko idź do domu. Słyszałaś lekarzy operacja się powiodła, a on najszybciej obudzi się dopiero jutro. Idź się wyśpij i z samego rana przyjdziesz.- powiedziała mama Janowskiego.
-Ale mi się nie chcę spać jak wróce to i tak nie zasne. Wole zostać tutaj, naprawde. Jak poczuje zmęczenie to obiecuje, że wróce do domu.- odpowiedziałam
-No dobrze skarbie, ale może chociaż coś zjesz.?- zapytała
-Zaraz moja przyjaciółka przyjedzie z jedzeniem.- odowiedziałam.
-Ciesze się, że mój syn znalazł kogoś z kim jest szczęśliwy!- rzekła, a ja się tylko uśmiechnełam.
30 min później
Spałam na krześle w korytarzu, gdy nagle obudził mnie lekarz.
-Proszę Pani, pani narzeczony się obudził!- oznajmił, a ja szybko wstałam.
-Co z nim? Mogę do niego iść? Bardzo proszę.
-Wszystko z nim dobrze i tak może pani do niego wejść, tylko pacjent jest osłabiony.
Poszłam czym prędzej do Maćka, a on tam leżał i gdy mnie zobaczył to odrazu wymalował mu się na twarzy uśmiech.
-Cześć skarbie, jak się czujesz?- zapytałam i złapałam go za ręke.
-Już lepiej, ale wciąż czuje się słaby.- odpowiedział i pogłaskał mnie po policzku.
-To moja wina! Przepraszam Cię! To ja tu powinnam leżeć.
-Przestań tak mówić! To nie twoja wina! Nawet tak nie myśl!- powiedział stanowczo.
-Przepraszam! Bardzo Cię Kocham!- powiedziałam i zaczełam go namiętnie całować.
-Ja też Cię bardzo kocham!- powiedział pomiędzy pocałunkami. W tym momencie do sali weszli jego rodzice.
-Halo!! Przepraszamy, że przeszkadzamy, ale chcieliśmy się zapytać jak się czujesz, ale widzę, że dobrze!- uśmiechneła się mama mojego chłopaka.
-Nawet bardzo dobrze! Mam przy sobie najważniejsze dla mnie osoby!- powiedział z bananem na ryju.
-Ehem ehem a ja to co?- zapytał Tai wchodząc do sali
-Sory stary!- wszyscy zaczeli się śmiać.
-To może dobry moment by przekazać dobrą informacje!- powiedziała Aneta biorąc Alexa za ręke.
-Alex mi się oświadczył!- krzykneła, a wszyscy zaczeli im gratulować. Kiedy wszyscy poszli to położyłam się koło Maćka i zasnełam z uśmiechem na twarzy.
Wielkanoc
Mineło kilka tygodni od tamtego incydentu. Wszystko z Maćkiem w porządku. Postanowiliśmy spędzić Wilekanoc w dużym, rodzinnym gronie. Ja moi rodzice i bracia i rodziny moich braci, Maciek i jego rodzina i Aneta z Saszką i rodzicami. Było bardzo miło.
Ja razem z Anetą i mamą Maćka przygotowywałyśmy śniadanie, a panowie pojechali po nasze rodziny. Maciek uparł się, że pojedzie po moich rodziców. Zjawiła się jeszcze ciocia Maćka z mężem i dwiema córkami.
Gdy wszyscy przyjechali powitaliśmy się i usiedliśmy przy stole i zabraliśmy się za jedzenie.
-Bardzo dobra sałatka Grażyno!- powiedziała siostra mamy Janowskiego.
-Robiła ją moja przyszła synowa!- zaśmiała się, a potem wszyscy oprócz mnie i Maćka oraz Anety.
-A planujecie dzieci?- zapytała babcia Maćka patrząc na mnie. Prawie się zachłysnełam herbatą, którą piłam.
-Babciu, my nawet ślubu i zaręczyn nie planujemy to co dopiero dzieci.- odpowiedział Maciek.
-Czas najwyższy zacząć to wszystko planować, dzieci same się nie zrobią Alexo.- powiedziała moja mama po czym spojrzała na mnie cwaniacko.
-Mamo! Nigdzie nam się nie spieszy.- odpowiedziałam i spojrzałam na Macieja- a teraz porozmawiajmy o ważniejszych sprawach.
-Rodowód to ważna rzecz!- zaśmiał się mój młodszy brat Kamil.
Nagle usłyszałam dźwięk piekarnika i byłam uratowana.
-O babka się upiekła, pójde ją wyjąć.- oznajmiłam
Poszłam do kuchni, a za mną przyszednaJanoś i zaczął:
-Mała co się stało? Czemu jesteś taka zaniepokojona? Wszyscy pytają mi się co Ci jest, a ja sam nie wiem.
-Rozmawiają o naszej przyszłości, chociaż wiedzą przez co przeszłam. Jak nie mam zmartwienia, że ty rozumiesz że potrzebuję czasu to oni nie. Moi rodzice zawsze tacy byli.- mówiłam wyjmując babke z piekarnika-Zawsze byli natrętni. Cholera!! Ałł..- upuściłam gorącą blache z babką i zwinełam się z bólu.
-Jezu!! Alex!! Nic Ci nie jest?- zapytał z zaniepokojeniem Maciej.
Miałam poparzoną całą dłoń i stope na moje nieszczęście miałam baletki. Maciej szybko zdjął mi buta i wziął mnie na ręce.
-Co się stało?- zapytała moja mama.
-Jedziemy do szpitala! Alex się zdenerwowała, wzieła gorącą blache i ją upuściła. Ma poparzoną dłoń i stope.- powiedział Maciek i zaniósł mnie szybko do samochodu.- krzykcząc jeszcze- Zostańcie to nic poważnego.
Jak powiedział tak było. Lekarz dał mi jakiś żel do smarowania i zawinął stope i dłoń w bandarz. Gdy dojechaliśmy chciałam wyjść, ale mój książe wziął mnie na ręce i wniósł przez próg domu.
-Jak źle jest?- zapytała zaniepokojona moja mama
-Jest ok. Nic jej nie jest- odpowiedział
-To dlaczego ją nosisz?- zapytała mama Maćka.
-Bo księżniczki na to zasługują.- rzekł i pocałował mnie, a następnie postawił na ziemie.
-Jesteście tacy uroczy.- krzykneła mama Maćka- A teraz czas na prezenty.
-To dla Ciebie mała!- powiedział Maciej dając mi całusa w nos i podając małe czerwone pudełeczko. Była tam śliczna bransoletka z inicjałami A.M i znakiem nieskończoności.
-Dziękuje Ci kocham Cię a to dla Ciebie- dałam mu paczuszke.
-Co dostałeś synku?- zapytała pani Grażyna
-To nasza tajemnica!- spojrzał do paczuszki i się uśmiechnął.
-Dobrze, a to kochani od nas wszystkich, dla waszej czwórki.- powiedział tata Maćka podając mi koperte.
Były tam cztery bilety do Hiszpani.
-Dziękujemy!!- powiedzieliśmy równo, a potem daliśmy rodzicą prezent w formie albumu rodzinnego. Wszyscy byliśmy bardzo szczęśliwi. Reszte dnia spędziliśmy na jedzeniu babki i rozmawianiu o wszystkim nasze rodziny bardzo się polubiły i szokoda było się rozstawać.
Jak się podobało?
Buziaki i pozdrawiam.
Życzcie mi powrotu do zdrowia.
Bracia Pawliccy dla Sylwii.
Piszcie w komentarzach kogo zdjęcie chcecie przy następnym rozdziale.
czwartek, 20 sierpnia 2015
Rozdział 16
Pisać dalej?
Rano wstałam i chciałam zrobić na śniadanie tosty, ale Tai chyba nie miał zamiaru rozstawać się ze swoją partnerką, więc postanowiłam usmażyć jajecznice. Gdy skończyłam obudziłam wszystkich, a potem razem zjedliśmy śniadanie.
-Zazdroszcze Ci takiej przyszłej żony. Gotować umie i dobrą głowe do alkoholu ma. Maciek normalnie znalazłeś ideał!- mówił Tai, a ja się zarumieniłam.
Przez reszte dnia oglądaliśmy filmy. Gdy wszyscy poszli i zostałam sama z Maćkiem to chciałam z nim szczerze porozmawiać.
-Kochanie muszę z tobą porozmawiać- rzekłam
-Coś się stało?- zapytał i spojrzał na mnie z zaniepokojeniem.
-Nic się nie stało, tylko chciałam Ci powiedzieć, że wiesz co przeszłam i jak się wtedy czułam. To źle na mnie podziałało i chcę byśmy się nie spieszyli.
-Rozumiem Cię. Wiem jak się czułaś. Spokojnie nie ma potrzeby się spieszyć, ja bardzo Cię kocham i mogę czekać nawet i sto lat.- odpowiedział i przytulił mnie.
-Dziękuje za zrozumienie. Chciałam być z tobą szczera, bo zależy mi na tobie i naprawde Cię kocham.- odpowiedziałam i namiętnie go pocałowałam.
Siedzieliśmy do siebie wtuleni i oglądaliśmy jakiś film. Czas nam miło upłynął, ale ja miałam jutro zajęcia na uczelni, więc poprosiłam Maćka by mnie odwiózł do domu. Gdy dojechaliśmy usłyszeliśmy jednoznaczne dźwięki. Aneta nie była sama był z nią Saszka.
-Weź rzeczy na jutro i wracajmy do mnie- oznajmił Maciek szeptem by nas przypadkiem nie usłyszeli.
Po cichu się spakowałam i pojechaliśmy do domu Magica. Zasnełam wtulona w mojego chłopaka z uśmiechem na twarzy. Byłam szczęśliwa, że mam go przy sobie i byłam szczęśliwa, że moja przyjaciółka też znalazła szczęście z Saszką. Wszystko zaczeło się układać... Tak myślałam, ale nie wiedziałam, że się bardzo myle.
Jak wam się podoba?
Ten rozdział pisałam w podróży i jest mało przemyślany oraz krótki, ale mam nadzieje, że się podoba.
Buziaki ;)
Rano wstałam i chciałam zrobić na śniadanie tosty, ale Tai chyba nie miał zamiaru rozstawać się ze swoją partnerką, więc postanowiłam usmażyć jajecznice. Gdy skończyłam obudziłam wszystkich, a potem razem zjedliśmy śniadanie.
-Zazdroszcze Ci takiej przyszłej żony. Gotować umie i dobrą głowe do alkoholu ma. Maciek normalnie znalazłeś ideał!- mówił Tai, a ja się zarumieniłam.
Przez reszte dnia oglądaliśmy filmy. Gdy wszyscy poszli i zostałam sama z Maćkiem to chciałam z nim szczerze porozmawiać.
-Kochanie muszę z tobą porozmawiać- rzekłam
-Coś się stało?- zapytał i spojrzał na mnie z zaniepokojeniem.
-Nic się nie stało, tylko chciałam Ci powiedzieć, że wiesz co przeszłam i jak się wtedy czułam. To źle na mnie podziałało i chcę byśmy się nie spieszyli.
-Rozumiem Cię. Wiem jak się czułaś. Spokojnie nie ma potrzeby się spieszyć, ja bardzo Cię kocham i mogę czekać nawet i sto lat.- odpowiedział i przytulił mnie.
-Dziękuje za zrozumienie. Chciałam być z tobą szczera, bo zależy mi na tobie i naprawde Cię kocham.- odpowiedziałam i namiętnie go pocałowałam.
Siedzieliśmy do siebie wtuleni i oglądaliśmy jakiś film. Czas nam miło upłynął, ale ja miałam jutro zajęcia na uczelni, więc poprosiłam Maćka by mnie odwiózł do domu. Gdy dojechaliśmy usłyszeliśmy jednoznaczne dźwięki. Aneta nie była sama był z nią Saszka.
-Weź rzeczy na jutro i wracajmy do mnie- oznajmił Maciek szeptem by nas przypadkiem nie usłyszeli.
Po cichu się spakowałam i pojechaliśmy do domu Magica. Zasnełam wtulona w mojego chłopaka z uśmiechem na twarzy. Byłam szczęśliwa, że mam go przy sobie i byłam szczęśliwa, że moja przyjaciółka też znalazła szczęście z Saszką. Wszystko zaczeło się układać... Tak myślałam, ale nie wiedziałam, że się bardzo myle.
Jak wam się podoba?
Ten rozdział pisałam w podróży i jest mało przemyślany oraz krótki, ale mam nadzieje, że się podoba.
Buziaki ;)
wtorek, 18 sierpnia 2015
Rozdział 15
Ten rozdział miał się nie pojawić, ale jest! On opowiada trochę o życiu Alex i trochę o moim jak cały ten blog. Mówiąc szczerze to cała postać Alex to taka bardziej cierpiąca ja. Taka ja, która przeszła wiele złego, ale na końcu znalazła szczęście. Mogę powiedzieć, że to taka wymyślona i dosyć przerażająca droga do mojego szczęścia. To dziwne wiem, ale czasami mam takie myśli skąd u mnie taka radość i wtedy nasuwają mi się takie pomysły. No cóż miłego czytania.
2 lata wcześniej
Szłam sobie ulicą w poszukiwaniu przystanku autobusowego. Usłyszałam dzwonek telefonu, więc w tym momencie sięgnełam do tylnej kieszeni spodni. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Marceliny.
-Halo?- rzekłam bez emocji.
-Alex? Mam do Ciebie sprawe.- krzykneła do suchawki tak, że musiałam ją odsunąć od ucha.
-Jaką?- zapytałam tym razem z większym entuzjazmem.
-Pamiętasz tego chłopaka co mieszka piętro niżej ode mnie?-spytała, a ja chwile się zastanowiłam.
-Adam?
-Tak! Tak Adam. No więc on zaprasza Cię na RANDKE!- wydarła się do słuchawki.
-Naprawde?- spytałam z lekkim niedowierzaniem.
-Tak. Dzisiaj o 19.- oznajmiła.
-Ale przecież my się ledwo znamy!- tym razem ja krzyknełam.
-To nie zmienia faktu, że zauroczyłaś gościa. Prześle Ci adres spotkania sms.- odpowiedziała i rozłączyła się.
Po chwili rzeczywiście dostałam sms'a z jakimś adresem. Definitywnie był to adres mieszkalny.
Na pierwszą randke zaprasza mnie do Siebie? Odważne zagranie, ale niech nie liczy na coś!
Kilka godzin później
Zostało mi 70 min do spotkania z Adamem, także postanowiłam zacząć się szykować. Założyłam zwykłą koszulke i dżinsy oraz buty. Zostało mi ponad pół godziny, ale postanowiłam już wyjść. Szłam uliczkami Wrocławia co chwile mijając jakąś zakochaną w sobie na zabój pare. Nawet nie wiem kiedy znalazłam się pod jego drzwiami. Zapukałam, a gdy drzwi się otworzyły ujrzałam przystojnego mężczyzne i poczułam boski zapach bazylii i czosnku.
-Witam piękną panią!- ucałował moją dłoń.
-Witam witam- odpowiedziałam, a on wpuścił mnie do środka. Zaczełam się rozglądać po mieszkaniu. Było widać, że mieszka sam. Mieszkanie było skromnie urządzone i bardzo czyste. Adam zaprosił mnie do salonu połączonego z jadalnią. Usiedliśmy na sofe.
-Zaskoczyłem Cię tą propozycją prawda?- zapytał.
-Troszkę.- powiedziałam.
-Haha, tak myślałem.- zaśmiał się i spojrzał mi głęboko w oczy.-Masz bardzo ładne oczy!- dodał po chwili, a ja się zarumieniłam. Rozmawialiśmy ze sobą bardzo długo przy okazji zjedliśmy też kolacje. Niestety lub stety doszło do tego, że Adama usta znalazły się na moich. Na początku nie podobało mi się to, ale potem zrobiło się coraz przyjemniej.
Kilka tygodni później
Jestem z Adamem oficjalnie parą i bardzo się ciesze. On jest dobrym człowiekiem, może troszkę niewyżytym, ale stara się jak może by ten związek się rozwijał. Jestem bardzo szczęśliwa.
Kilka miesięcy później
Dzisiaj jestem umówiona z Adamem na wieczór. Przychodzi do mnie na kolacje. Ma być za godzinke, więc muszę posprzątać i się ubrać. Po wykonnanych czynnościach usiadłam na kanape i zaczełam czekać na ukochanego. Długo nie musiałam bo po kilku minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Wpuściłam Adama do środka, a ten zaczął całować mnie po szyji. Było przyjemnie, ale jedzenie było ciepłe, a ja głodna. -Idziemy jeść!- krzyknełam wyrywając się z objęć Adama.
-Przepraszam!- wydał oburzenie.
-Hm?- spojrzałam na niego pytająco. Podszedł do mnie i złapał mnie za pośladek.
-Będziesz robić to co Ci każe!- warknął.
-Chyba nie rozumiem!- rzekłam z lekko przerażoną miną.
-Choć kotku na zabawe!- szepnął mi do ucha i popchnął na kanape. Zaczął zdejmować mi koszulke i swojej też po chwili się pozbył.
-Przestań!- krzyknełam.
-Nie mów mi co mam robić!- ryknął i walnął mnie w brzuch, a następnie w twarz. Przestraszyłam się i dalej nie protestowałam.
Później było tylko gorzej. Codziennie zmuszał mnie do przespania się z nim i codziennie mnie bił. Ja go naprawde kochałam, a on traktował mnie jak szmate, zwykłą dziwke. Przeżyłam z nim prawie 2 lata. Najgorsze dwa lata w moim życiu. Koszmar!! Cóż! Tak mi życie dało i tak mnie pokochało. Zaczełam się ciąć. To mi pomagało w zapomnieniu. Uwielbiałam ciąć się przy innych ludziach i w miejscach publicznych, bo wtedy nie myślałam o nim tylko o tym co myślą o mnie ludzie. To też było przykre, ale mniej. Moje rozsadne myślenie nie jest ani myśleniem, ani tym bardziej rozsądnym. Taki mój żywot. Nędzny, samotny i pełen cierpień. Ahhh... Moje cudowne życie!!
Jeżeli Ci się spodobało skomentuj! ;)
2 lata wcześniej
Szłam sobie ulicą w poszukiwaniu przystanku autobusowego. Usłyszałam dzwonek telefonu, więc w tym momencie sięgnełam do tylnej kieszeni spodni. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Marceliny.
-Halo?- rzekłam bez emocji.
-Alex? Mam do Ciebie sprawe.- krzykneła do suchawki tak, że musiałam ją odsunąć od ucha.
-Jaką?- zapytałam tym razem z większym entuzjazmem.
-Pamiętasz tego chłopaka co mieszka piętro niżej ode mnie?-spytała, a ja chwile się zastanowiłam.
-Adam?
-Tak! Tak Adam. No więc on zaprasza Cię na RANDKE!- wydarła się do słuchawki.
-Naprawde?- spytałam z lekkim niedowierzaniem.
-Tak. Dzisiaj o 19.- oznajmiła.
-Ale przecież my się ledwo znamy!- tym razem ja krzyknełam.
-To nie zmienia faktu, że zauroczyłaś gościa. Prześle Ci adres spotkania sms.- odpowiedziała i rozłączyła się.
Po chwili rzeczywiście dostałam sms'a z jakimś adresem. Definitywnie był to adres mieszkalny.
Na pierwszą randke zaprasza mnie do Siebie? Odważne zagranie, ale niech nie liczy na coś!
Kilka godzin później
Zostało mi 70 min do spotkania z Adamem, także postanowiłam zacząć się szykować. Założyłam zwykłą koszulke i dżinsy oraz buty. Zostało mi ponad pół godziny, ale postanowiłam już wyjść. Szłam uliczkami Wrocławia co chwile mijając jakąś zakochaną w sobie na zabój pare. Nawet nie wiem kiedy znalazłam się pod jego drzwiami. Zapukałam, a gdy drzwi się otworzyły ujrzałam przystojnego mężczyzne i poczułam boski zapach bazylii i czosnku.
-Witam piękną panią!- ucałował moją dłoń.
-Witam witam- odpowiedziałam, a on wpuścił mnie do środka. Zaczełam się rozglądać po mieszkaniu. Było widać, że mieszka sam. Mieszkanie było skromnie urządzone i bardzo czyste. Adam zaprosił mnie do salonu połączonego z jadalnią. Usiedliśmy na sofe.
-Zaskoczyłem Cię tą propozycją prawda?- zapytał.
-Troszkę.- powiedziałam.
-Haha, tak myślałem.- zaśmiał się i spojrzał mi głęboko w oczy.-Masz bardzo ładne oczy!- dodał po chwili, a ja się zarumieniłam. Rozmawialiśmy ze sobą bardzo długo przy okazji zjedliśmy też kolacje. Niestety lub stety doszło do tego, że Adama usta znalazły się na moich. Na początku nie podobało mi się to, ale potem zrobiło się coraz przyjemniej.
Kilka tygodni później
Jestem z Adamem oficjalnie parą i bardzo się ciesze. On jest dobrym człowiekiem, może troszkę niewyżytym, ale stara się jak może by ten związek się rozwijał. Jestem bardzo szczęśliwa.
Kilka miesięcy później
Dzisiaj jestem umówiona z Adamem na wieczór. Przychodzi do mnie na kolacje. Ma być za godzinke, więc muszę posprzątać i się ubrać. Po wykonnanych czynnościach usiadłam na kanape i zaczełam czekać na ukochanego. Długo nie musiałam bo po kilku minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Wpuściłam Adama do środka, a ten zaczął całować mnie po szyji. Było przyjemnie, ale jedzenie było ciepłe, a ja głodna. -Idziemy jeść!- krzyknełam wyrywając się z objęć Adama.
-Przepraszam!- wydał oburzenie.
-Hm?- spojrzałam na niego pytająco. Podszedł do mnie i złapał mnie za pośladek.
-Będziesz robić to co Ci każe!- warknął.
-Chyba nie rozumiem!- rzekłam z lekko przerażoną miną.
-Choć kotku na zabawe!- szepnął mi do ucha i popchnął na kanape. Zaczął zdejmować mi koszulke i swojej też po chwili się pozbył.
-Przestań!- krzyknełam.
-Nie mów mi co mam robić!- ryknął i walnął mnie w brzuch, a następnie w twarz. Przestraszyłam się i dalej nie protestowałam.
Później było tylko gorzej. Codziennie zmuszał mnie do przespania się z nim i codziennie mnie bił. Ja go naprawde kochałam, a on traktował mnie jak szmate, zwykłą dziwke. Przeżyłam z nim prawie 2 lata. Najgorsze dwa lata w moim życiu. Koszmar!! Cóż! Tak mi życie dało i tak mnie pokochało. Zaczełam się ciąć. To mi pomagało w zapomnieniu. Uwielbiałam ciąć się przy innych ludziach i w miejscach publicznych, bo wtedy nie myślałam o nim tylko o tym co myślą o mnie ludzie. To też było przykre, ale mniej. Moje rozsadne myślenie nie jest ani myśleniem, ani tym bardziej rozsądnym. Taki mój żywot. Nędzny, samotny i pełen cierpień. Ahhh... Moje cudowne życie!!
Jeżeli Ci się spodobało skomentuj! ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















